0

Zarówno praktyka gospodarcza, jak i badania, żywo interesują się postrzeganiem przez otoczenie gospodarcze (interesariuszy) znaczenia przedsiębiorców dla funkcjonowania i rozwoju tworzonych przez nich firm. Problem nie jest nowy, interesowali się nim już w XVIII wieku założyciele ekonomii: Adam Smith, Richard Cantillon i Jean Baptist Say. Ciągle jest jednak przedmiotem dociekań akademików i praktyków.

Szczególną klasą interesariuszy są inwestorzy, którzy zapewniają przedsiębiorcom dostęp do kapitału. Dlatego w swoich decyzjach inwestycyjnych uwzględniają oni to kim są szukający finansowania założyciele firm. Dotychczasowe badania zwracały uwagę na trzy główne grupy inwestorów: osoby fizyczne (między innymi anioły biznesu), fundusze typu venture capital i private equity (VC/PE) oraz inwestorów giełdowych (indywidualnych i instytucjonalnych). Na przykład z moich badań wynika, że dla aniołów biznesu pasja i zaangażowanie przedsiębiorcy, razem z innymi jego cechami są ważniejsze niż istota biznesu. Dla funduszy VC znaczenie to jest już nieco mniejsze (chociaż ciągle przedsiębiorca wydaje się być ważniejsze niż sama okazja). Decydenci funduszy PE szukają już jednak firm, które zostały wystarczająco dobrze usamodzielnione, a ich założyciele są dla inwestorów ważniejsi jako współwłaściciele i partnerzy we wspólnym biznesie, a nie jako kluczowi decydenci; w decyzjach ważniejszy staje się sam biznes a nie to, kto jest jego założycielem.

Badania pokazują, że ocena znaczenia przedsiębiorców dla decyzji inwestycyjnych podlega bardzo wielu uwarunkowaniom i trudno jest wskazać jednoznaczne, zawsze działające reguły. Można mówić raczej o ogólnych wzorcach, które podlegają silnym modyfikacjom w konkretnym kontekście. Najpierw przedstawię więc główne powody, dla których z perspektywy inwestorów obecność przedsiębiorcy jest pożądana (lub niepożądana) w firmach, które szukają finansowania; następnie zaś przyjrzę się niektórym z czynników, które mogą decydować o przewadze argumentów „za” albo „przeciw”. Rozpocznijmy od argumentów za obecnością przedsiębiorców.

  • Po pierwsze, w nowych (albo młodych) firmach przedsiębiorcy dostarczają kluczowych zasobów: wiedzy, doświadczenia, energii, zaangażowania, kreatywności, czasu, aktywów materialnych (z majątku osobistego) i wielu innych. Dlatego granica między przedsiębiorcą a jego firmą jest płynna („firma to moje dziecko”). To właśnie dlatego, jak wynika z moich badań, inwestorzy wysoko cenią pasję przedsiębiorców.
  • Po drugie, w młodych firmach, w których procesy nie zostały jeszcze sprofesjonalizowane (delegowane do pracowników), to przedsiębiorca je kontroluje. Przykładem może być udział w szeroko rozumianej sieci zależności, nieformalne kontakty z odbiorcami lub dostawcami, często nie spisane formalnie jako umowy, ale bardzo silnie decydujące o działaniu przedsiębiorstwa. Niektórzy nazywają je „znajomościami”.
  • Po trzecie, przedsiębiorcy mogą stać się tarczą ochronną w czasie kryzysów, które prawie nieuchronnie dotykają takie podmioty. Badania pokazały na przykład, że firmy kierowane przez założycieli, a nie menedżerów, dłużej znosiły okres braku rentowności (rzadziej albo później upadały).

Istnieje również druga strona medalu, czyli są powody, dla których obecność przedsiębiorców w firmach może perspektywy inwestorów stanowić balast dla firm.

  • Po pierwsze, fakt, że między przedsiębiorcą a jego firmą ciężko jest wyznaczyć granicę, może być śmiertelnym zagrożeniem kiedy tenże przedsiębiorca odchodzi z firmy, także z powodów naturalnych (choroba, wiek). Wraz z nim odchodzą kluczowe zasoby, których czasem nie można uzupełnić (przykład „znajomości”). Dlatego też, zarówno badania światowe, jak i moje, wskazują na to, że na rynku prywatnym bardziej ceni się zespoły przedsiębiorców, które nie tylko są w stanie zapewnić większą pulę zasobów, ale też umożliwiają kontynuację istnienia firm, kiedy jeden z nich odchodzi.
  • Po drugie, osobiste i emocjonalne przywiązanie przedsiębiorców do firm powoduje, że mogą być oni niechętni do dopuszczenia inwestorów, do ich wpływania na firmy, albo nawet w ogóle do finansowania. Problem może wynikać również stąd, że jak pokazują niektóre badania, mocne zaangażowanie emocjonalne może powodować, że założyciele firm za wysoko oceniają ich wartość (problem tak zwanej „własności psychologicznej”). Ma to znaczenie także w negocjacjach, w których ustala się podział udziałów między założycielami a inwestorami.
  • Po trzecie, wraz z upływem czasu kompetencje przedsiębiorcy przestają wystarczać dla zapewnienia rozwoju firmy. Obok wizji i kreatywności coraz pilniejsza staje się potrzeba profesjonalnej wiedzy na temat procesów czy finansów. Niektóre badania pokazują też, że z wiekiem ludzie stają się mniej podatni na zmianę, trudniej dostosują się do nowych wyzwań. Dotyczy to również przedsiębiorczości.
  • Po czwarte, z perspektywy inwestorów późnych faz finansowania (private equity, inwestorzy giełdowi), zbyt duże powiązanie przedsiębiorcy i firmy może oznaczać, że struktura organizacyjna nie jest wystarczająco sprofesjonalizowana. Mówiąc kolokwialnie: „nie odcięto pępowiny”. Inwestorzy w tych fazach pożądają raczej przedsiębiorstw, których istnienie nie jest uzależnione od pojedynczych osób, a raczej każdego można zastąpić kiedy jest to konieczne. Ponadto, o czym nie pisałem wcześniej, dojrzała firma powinna mieć tak ukształtowany system ładu korporacyjnego (w tym jego najważniejszy element: organy korporacyjne), które będą w stanie dobrze reprezentować interesy różnych uczestników spółki (w tym inwestorów), a nie tylko ich założycieli.

Czas wrócić do omówienia niektórych uwarunkowań ważnych dla oceny obecności założycieli w firmach. Omówione wcześniej problemy podlegają bowiem wielu czynnikom pobocznym, kontekstualnym. Jednym z nich jest wiek firmy. Wraz z upływem czasu (dojrzewaniem firmy) coraz bardziej pożądana staje się profesjonalizacja, tak aby kiedyś „odcięcie pępowiny”: nie zagroziło firmie. W „start-upach”; inwestorzy łatwiej są w stanie zaakceptować taki silny związek między założycielem a firmą, uważając że ryzyko z tym związane jest częścią inwestycji, a korzyści („kapitał potu” przedsiębiorcy) przewyższają potencjalne straty. W firmach dużych tak już nie jest. Innym czynnikiem jest natura samych firm. Na przykład w firmach rodzinnych obserwuje się czasem tendencję do przedkładania interesu rodziny ponad interes samych firm. Manifestuje się to na przykład skłonnością do tego, aby stanowisko prezesa przejmował po założycielu przedstawiciel następnego pokolenia (z ojca na syna). Jednak nie zawsze się to sprawdza. W jednym z badań norweskich pokazano na przykład, że inwestorzy dają w wycenie firm premię za przywództwo założyciela, ale znika ona w następnym pokoleniu. Start-upy zaś rozwijają się na ogół pod znacznie silniejszym wpływem otoczenia; w ich strukturze właścicielskiej i organach szybciej i częściej spotkać można przedstawicieli inwestorów. Innym jeszcze czynnikiem kontekstualnym jest rodzaj działalności. W tak zwanych nowoczesnych branżach (innowacyjnych) duża część wartości firmy zależy od ich założycieli. Zbyt wczesna profesjonalizacja może je „wyjałowić”. Dobrą ilustracją jest w tym przypadku przykład Apple’a. Po profesjonalizacji firmy w latach osiemdziesiątych, pod wpływem silnego wpływu inwestorów na nią odsunięto od zarządzania Steve’a Jobsa. Skończyło się to dużymi kłopotami firmy i drastycznym spadkiem notowanej już na giełdzie spółki. Powrót Jobsa w latach dziewięćdziesiątych, będący wtedy wydarzeniem bez precedensu, wpłynął na spółkę ozdrowieńczo. Znacznie bardziej dojrzały Apple, po śmierci Jobsa, rozwija się tym razem świetnie, a pod przywództwem menedżera Tima Cooka kapitalizacja giełdowa spółki zwiększyła się kilkukrotnie. „Timing” profesjonalizacji firmy ma więc również znaczenie.

Podsumowując, obecność przedsiębiorcy w zakładanej przez niego firmie stanowi fakt mający ogromne znaczenie dla inwestorów. O ile w początkowym okresie rozwoju firmy trudno myśleć o jej funkcjonowaniu bez założycieli, o tyle później, wraz z dojrzewaniem coraz pilniejsze staje się myślenie o „odcięciu pępowiny”, usamodzielnieniu przedsiębiorstwa. Nie może się to jednak odbywać ani zbyt szybko, ani bez uwzględnienia ważnych czynników kontekstualnych.

Tekst powstał w oparciu o materiały przedstawione w książce mojego autorstwa „Przedsiębiorcy i inwestorzy”, Wyd. PWN, Warszawa, 2019, i moje badania finansowane z grantu Narodowego Centrum Nauki (DEC-2012/05/B/HS4/04174).

autor artykułu:
Rafał Morawczyński, Dr hab., Prof. UEK,
Kierownik Katedry Teorii Ekonomii w Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie