0

W Stanach Zjednoczonych dosyć popularną metodą edukacji finansowej dzieci jest tzw. metoda “3 słoików” (dzieci odkładają kieszonkowe do trzech słoików – na i. wydatki bieżące, ii. większe cele, iii. dobroczynność). Czy w Polsce edukacja dzieci w obszarze dobroczynności jest wystarczająca? Jak postrzega Pan zmianę nastawienia Polaków jako darczyńców indywidualnych i zmianę nastawienia firm do dobroczynności w Polsce? Jak stosunek do dobroczynności zmienił się przez ostatnie kilka-, kilkanaście lat?

W trzecim sektorze pracuję od dwudziestu lat. Moje początki to udział w pierwszej edycji WOŚP, po stronie koncertującej. Pamiętam to niezwykłe poczucie wspólnoty, mieliśmy wrażenie, że tuż po tych kluczowych dla Polski przemianach robimy coś, co ma ogromny wpływ na społeczeństwo i że jest to coś dobrego.
Później podczas podróży do Wielkiej Brytanii widziałem, jakie efekty przynosi wspomniana przez Panią metoda trzech słoików. Tam sąsiedzi w swojej lokalnej wspólnocie organizują nieformalne spotkania, pieką ciastka i zbierają na jakiś dobroczynny cel. Przy tym wszystkim mają całkiem niezłą frajdę. I ta radość to jest pewnego rodzaju właściwa strategia. Zobaczyłem wtedy, że można czynić dobro na co dzień, można też je wpisać całkowicie do swojego życia. Widziałem przykłady rentierów, którzy sprzedali swoje firmy, owoc życia, przeszli na emeryturę i otwierali fundacje. To są ludzie, którzy chcą zmienić świat na lepsze. I to jest ta ich piękna strategia. To jest coś więcej niż zwykła konsumpcja pieniędzy, które zarabiamy.
Wracając jednak do Polaków – Polacy mają wielkie serce i dowodem tego jest właśnie WOŚP i sukces, który odnosi co roku Jurek Owsiak. Czerwone Noski mają wielu darczyńców, również takich, którzy wspierają nasze działania regularnymi darowiznami. To właśnie dzięki darczyńcom nasza fundacja może istnieć i realizować swoją misję, którą jest niesienie uśmiechu i humoru osobom potrzebującym radości. Czerwone Noski to grupa 20 – 30 osób, ale tak naprawdę naszą misję realizujemy dzięki pomocy kilkudziesięciu tysięcy osób. Są osoby, które wspierają nas finansowo, ale też takie, które wspierają nas pracą jako wolontariusze. Na przykład nigdy nie byłoby nas stać na prawników z górnej półki. Pracujemy też ze znakomitymi psychologami. Ich pomoc jest bezcenna, szczególnie teraz, jako wsparcie dla naszych zespołów pracujących w szpitalach, w trakcie pandemii. Nasi klowni, funkcjonują w trudnych warunkach szpitalnych, wspierają chore dzieci. Psycholodzy pomagają nam zadbać o higienę psychiczną klownów, aby jak najlepiej mogli oni działać dla naszych beneficjentów.

A jak te zmiany dobroczynności wyglądają w przypadku firm? Czy nastawienie firm do dobroczynności z biegiem lat się zmienia?

Współpraca z firmami jest również bardzo ważną częścią fundraisingu. Tego obszaru nie można zaniedbywać. Pamiętam konferencję jednego z banków dobre kilkanaście lat temu – przesłanie tej konferencji można było podsumować roboczym hasłem “pomagamy ad-hoc”. Dziś tego typu nastawienie już w firmach nie funkcjonuje. Istnieją fundacje korporacyjne, nastąpiła profesjonalizacja działań w sferze dobroczynności. Współpracując z naszymi partnerami korporacyjnymi mam dziś poczucie, że jest to relacja partnerska. Taka współpraca powinna mieć charakter “win-win”, osoby decyzyjne w firmach zdają sobie z tego doskonale sprawę.

Czy widzi Pan istotne różnice we współpracy z firmami polskimi w stosunku do relacji z międzynarodowymi korporacjami? Czy Polscy przedsiębiorcy są bardziej czy mniej otwarci na dobroczynność w stosunku do międzynarodowych organizacji? 

Czerwone Noski są partnerem międzynarodowej organizacji, Red Noses Clowndoctors International, mamy więc możliwość wymiany doświadczeń z naszymi kolegami z innych krajów. Polska jest w Europie, jest uczestnikiem globalnego świata. Analogicznie polskie firmy mają dostęp i czerpią z międzynarodowych dobrych praktyk, również w obszarze dobroczynności i CSR. Pamiętam jak osiem lat temu nasza fundacja rozpoczynała działalność, dzwoniłem do firm i próbowałem się umawiać na spotkania. Dla małej fundacji było to wtedy bardzo, ale to bardzo trudne. Sam zresztą pamiętam, gdy jeszcze przed pracą w fundacji pracowałem w branży finansowej. Dostawaliśmy wtedy mnóstwo wniosków o wsparcie organizacji charytatywnych. Z czasem, gdy Czerwone Noski stały się bardziej znane, gdy coraz większa liczba osób miała styczność z naszą pracą, również pozyskiwanie partnerów korporacyjnych stało się łatwiejsze. Wiele firm dostrzegło ogromną wartość w naszej pracy. Firma, bez względu na wielkość, musi ostatecznie zdecydować, jaka forma i jaki kierunek dobroczynności wpisują się w jej strategię. I sztuką jest znaleźć ten punkt styku, tę analogię w strategii darczyńcy ze strategią fundacji. A to czy darczyńca jest firmą polską czy międzynarodową, dużą organizacją – to naprawdę nie ma już takiego znaczenia.

Z jakimi wyzwaniami i barierami mierzą się dziś polskie fundacje?

Z pewnością problemem jest dosyć popularne zjawisko nazywane przez nas potocznie “grantozą”, czyli poleganiem przez wiele organizacji głównie na grantach. Jeśli grant się kończy, to nagle mamy ogromny problem dotyczący płynności. Często zdarza się, że trzeba zwalniać ludzi, a to są i organizacyjne i ludzkie dramaty. Dlatego trzeba szukać możliwości finansowania swoich działań z wielu źródeł, aby nagły brak środków nie uniemożliwił realizacji misji organizacji. Jednym z naszych celów strategicznych było to, żeby mieć pewną finansową poduszkę bezpieczeństwa. Taka strategia bardzo nam pomogła teraz w pandemii. Patrzenie na kilka kroków do przodu i rozważanie różnych scenariuszy w planie strategicznym fundacji ma ogromne znaczenie. Pozwala uniknąć wielu problemów i nieskoordynowanych panicznych, błędnych ruchów. W naszym przypadku takie opcje strategiczne i elastyczność zespołu pozwoliły wypracować szybkie zmiany w najgorszym momencie pandemii, gdy zamknięto dla wszystkich – poza personelem – szpitale. Udało nam się dosyć szybko przerzucić wiele działań do kanału online i tym samym wciąż docierać do potrzebujących naszych działań dzieci i seniorów. Przy tym dzięki wykorzystaniu tego nowego kanału otworzyliśmy się na nowe grupy potrzebujących, zniknęła też bariera geograficzna. W tych działaniach jedynym ograniczeniem jest dostęp do komputera czy tabletu i internetu. Oczywiście dla nas najważniejszy jest bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem, dlatego tak bardzo cieszymy się, że możemy ponownie działać dla małych pacjentów w szpitalach.

Pozyskiwanie środków na realizację misji to jedno z największych wyzwań. My jesteśmy organizacją o zasięgu ogólnopolskim i jest nam pewnie już dzięki temu trochę łatwiej. Z drugiej strony w naszych działaniach najważniejsza jest jakość. Aby kreować prawdziwą wartość dla beneficjentów, musimy trzymać najwyższą możliwą jakość działań artystycznych. Mamy międzynarodowy program szkolenia poprzedzony procesami castingowymi. To trudny proces, który wymaga poukładania, konsekwencji, strategii i oczywiście środków. Nasi ludzie muszą z jednej strony dbać o tę jakość, z drugiej muszą być otwarci na nieoczekiwane wyzwania. Tak jak na przykład w momencie wybuchu pandemii, przy zamkniętych szpitalach, zaczęliśmy realizować nasze działania online i przed szpitalami, na świeżym powietrzu, wykorzystując m.in. podnośniki, tak aby dotrzeć przez okno do każdego dziecka przebywającego w szpitalu. Patrząc z tej perspektywy w warstwie zapotrzebowania na działania takie jak nasze, w Polsce jest jeszcze mnóstwo miejsca do zagospodarowania przez organizacje charytatywne, mnóstwo potrzeb.

Pozostając przy wątku wyzwań związanych z pozyskiwaniem finansowania, jak Pan postrzega 1% podatku jako źródło finansowania? Czy to jest lub czy może być efektywne źródło?

W 2020 roku 8 700 fundacji ubiegało się o wsparcie 1% podatku. W Polsce mamy około 100 000 fundacji i stowarzyszeń. Czy te niespełna 9 000 podmiotów to mało czy dużo? Pamiętam gdy kiedyś przygotowywaliśmy zbiórki 1% podatku, dużo łatwiej było uzyskać darmowe powierzchnie reklamowe w mediach, dotrzeć do potencjalnych darczyńców. Taka metoda działała. Co do zasady zamysł 1% podatku był taki, żeby budować silny trzeci sektor w Polsce, ale dziś trudno się w tym kanale przebić, zwłaszcza nowym organizacjom. Trzeba szukać innych sposobów.

Mając na uwadze mnogość wyzwań, przed którymi stoją fundacje i patrząc na Państwa doświadczenia kilku ostatnich lat, dlaczego jest Pan zdania, że opracowanie strategii dla fundacji, to tak istotny kamień milowy w jej rozwoju?

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez strategii. To że od początku swojego istnienia Czerwone Noski funkcjonują w oparciu o strategię, pozwala nam przetrwać problemy i lepiej działać na rzecz dzieci, ich rodzin, czy seniorów.

Chodzi o to, żeby określić te wyzwania, które przed nami stoją i wykreować największą możliwą wartość zasobami, które aktualnie mamy. W działalności fundacyjnej nie ma tak naprawdę miejsca na przypadek. Na dziś mam wrażenie, że wykorzystaliśmy to co powinniśmy, i że musimy zastanowić się jak jeszcze zoptymalizować nasze działania.
Chcielibyśmy być częścią systemu opieki zdrowotnej, to legislacyjne nie jest niestety łatwe. W tej chwili wracamy do działań bezpośrednio przy łóżkach pacjentów. Szpitale współpracujące z nami przed pandemią, pozwalają nam w tym teraz trudnym czasie wrócić w swoje mury dzięki jakości, którą wypracowaliśmy. Priorytetem jest dla nas zawsze bezpieczeństwo pacjentów i naszych artystów. Dlatego po wybuchu pandemii przeszliśmy na tryb online i tryb przedstawień przed budynkami szpitali. To się bardzo dobrze udało. Teraz ponownie wracamy do dzieci “offline” i czujemy ogromną radość i zdwojoną energię. Oczywiście wszystkie te działania są realizowane z zachowaniem zasad reżimu sanitarnego.

Strategia to metoda na dywersyfikację takich działań, na tworzenie nowych – według nomenklatury firmowej – produktów i usług. Dzięki takiemu otwartemu podejściu wypracowaliśmy na przykład “Pogotowie Uśmiechu”. To program, w którym towarzyszymy dzieciom w trakcie procedur medycznych i którego pozytywne efekty są absolutnie zaskakujące! To z drugiej strony program, który mógł powstać głównie dzięki jakości, którą utrzymujemy.

W ramach “Pogotowia Uśmiechu” nasz klown może towarzyszyć dziecku i wejść z nim aż na salę operacyjną, gdzie nawet rodzice ze względu na procedury nie mają już wstępu. W tym tygodniu właśnie znów wróciliśmy do tych działań i to jest dla mnie największy dowód zaufania ze strony szpitala. To pokazuje, że zaczynamy być częścią organizacji jaką jest szpital, bo nie przeszkadzamy w funkcjonowaniu profesjonalnych procesów tylko je wspomagamy.

Pierwszy raz tę metodę wdrażaliśmy m.in. na onkologii, gdzie klown towarzyszył dzieciom przy wlewach onkologicznych. Tam okazało się, że nasza nowa metoda ma bardzo pozytywny wpływ – profesjonalny klown wie, jak w takiej sytuacji skutecznie odwrócić uwagę dziecka od nieprzyjemnego zabiegu. Oczywiście to też ogromne wyzwanie, bo utrzymanie jakości ogranicza nam mocno skalowanie pomysłu. Ale jakość jest dla nas założeniem strategicznym. Oczywiście podstawą jest uśmiech i humor, które, jak wierzymy, same w sobie stanowią swego rodzaju strategię radzenia sobie z problemami. Ogromne znaczenie tych elementów widać najbardziej tam, gdzie sytuacje są najtrudniejsze, gdzie stres odgrywa pierwsze skrzypce – na przykład SORach. Dlatego aby zwiększać skalę naszych działań, zaczęliśmy również szkolić personel medyczny. Nasze metody działają pozytywnie i na dzieci i co też bardzo nas cieszy i mile zaskakuje – na sam personel, który jest przecież tak bardzo obciążony poziomem stresu i na przerażonych dramatyczną chwilą rodziców. Największym komplementem jaki możemy usłyszeć jest: “nie wyobrażamy sobie bloku operacyjnego bez Was”.

Na koniec w temacie strategii – dla nas w strategii bardzo ważna jest regularność. Regularność w przypadku pacjentów przewlekle chorych buduje relację i czyni cuda. Nie możemy pozwolić sobie na przerwy w tej regularności. Jesteśmy obecni na przykład w Klinice Budzik. Tam ta budowa relacji jest szczególnie ważna. Znamy przypadki, gdy wybudzeni pacjenci pamiętają wizyty naszych klownów z czasów, gdy byli w śpiączce, rozpoznają ich po głosie. To jest coś co nas ogromnie motywuje do utrzymywania priorytetów regularności i jakości. Ta regularność też zaskakująco dobrze sprawdza się w relacjach online. Dzieci bardzo czekają na naszych klownów, widzianych przecież “jedynie” na ekranie.

Jakich kompetencji i doświadczeń potrzeba, aby „dojrzeć” do strategii?

Odniósłbym się tutaj do Philipa Zimbardo – on wypracował teorię o tym jak stopień poczucia realizacji  w życiu zależny jest od tego jak patrzymy na czas. Skupienie się na przyszłości jest dla mnie bardzo istotne. Ten tak zwany “helicopter view” jest kluczem, ja chcę patrzeć gdzie będziemy za 3 do 5 lat.

Istotne jest też to, że my w Czerwonych Noskach pracujemy z klownami, a oni w swoim działaniu są królami czasu. I dzięki temu wiem też, że ważne jest, aby mieć chwilę refleksji, zatrzymać się i zastanowić nad tym, co robimy tu i teraz.

Zwłaszcza w pandemii jest to bardzo ważne. Mamy plany, strategię, zaplanowane działania, misje, natomiast kluczową rzeczą dla mnie jest to, żebyśmy szukając sposobu na przetrwanie nie naginali naszej misji. W tej aktualnej niepewności musieliśmy niejednokrotnie podejmować działania ad hoc, ale z drugiej strony dlatego właśnie że była “z nami” strategia, mogliśmy się szybko i stabilnie przestawić. To bardzo pomaga – zwłaszcza w sytuacjach stresowych.

Jakie cele stawiacie sobie Państwo chcąc opracować i wdrożyć nową strategię?

Dla nas celem jest to, żeby przy zachowaniu najwyższej jakości dalej prężnie rozwijać organizację. Chcemy docierać do coraz większej liczby dzieci, seniorów i personelu medycznego. Chcemy profesjonalnie integrować się z sektorem medycznym. Zarządzamy ludźmi bazując na zaufaniu. I zadziwiające jest to, że znaczna część procesów działa tu chyba lepiej niż w korporacjach. To zasługa wyjątkowego zespołu osób pracujących w fundacji.

Strategia ma pomóc nam pewne rzeczy jeszcze raz przejrzeć i przemyśleć. Mam nadzieję, że spojrzymy na te nasze bóle wzrostowe. Że zidentyfikujemy i znajdziemy to czego nie widzimy, a co blokuje nasz bardziej dynamiczny rozwój.

W końcu czekam bardzo na to, że zaplanujemy niezbędne zmiany. Fundacja to wielowymiarowa organizacja, przede wszystkim musi realizować swoją misję, pomagać chorym dzieciom, ale aby to było możliwe, potrzebna jest też księgowość, kompetencje prawne, PR, marketing, fundraising. Te wszystkie elementy są ważne. Mam poczucie, że teraz właśnie nadchodzi ten czas, żeby rzeczy usprawnić, wnieść na wyższy poziom profesjonalizacji. Tak jak w matematyce jedno rozwiązanie można osiągnąć kilkoma sposobami, strategia pomaga znaleźć te różne sposoby i wybrać najlepszy. To jest podejście niezbędne do efektywnego zarządzania zmianą, do elastyczności bez ryzyka obniżenia naszej jakości. Strategia to też dla mnie metoda na zaangażowanie ludzi w naszą organizację. Ona nie powinna być tworzona bez oderwania od faktu, że Czerwone Noski to zespół zaangażowanych w realizację naszej misji profesjonalistów. Z drugiej strony to zaangażowanie to też papierek lakmusowy strategii. Dobrą strategię łatwo wytłumaczyć ludziom i łatwo ich do niej przekonać, z kiepską nic nie da się zrobić. Szczególnie w czasach zmian i niepewności. Mnie strategia potrzebna jest do myślenia o dalszym prężnym rozwoju Czerwonych Nosków i do skalowania naszych działań. Po to, żeby profesjonalnie nieść uśmiech i humor coraz większej liczbie potrzebujących radości dzieciom, ich rodzicom, seniorom i personelowi współpracujących z nami szpitali i placówek opiekuńczych.

Gość: Marcin Dudek, Dyrektor fundacji Czerwone Noski Klown w Szpitalu, www.czerwonenoski.pl

Rozmowa prowadzona przez: Izabela Kozakiewicz, Chief Growth Officer & Advisor, Inventity Foundation

O Czerwonych Noskach: Fundacja “Czerwone Noski Klown w Szpitalu” są regularnie obecne na oddziałach pediatrii, diabetologii, rehabilitacji, chirurgii, kardiologii, okulistyki, onkologii; na oddziałach ratunkowych, ale też w miejscach, gdzie dzieci są po przeszczepie organów i przeszczepie szpiku. Czerwone Noski odwiedzają dzieci w śpiączce i w minimalnym stanie świadomości, które przebywają w Klinice Budzik.

Fundacja swoje działania w szpitalach kieruje głównie do małych pacjentów, ale z terapii śmiechem korzystają również ich opiekunowie oraz personel medyczny, dla którego organizowane są specjalne warsztaty pt. „Humor w Medycynie”.

Czerwone Noski pracują także z podopiecznymi instytucji socjalnych, odwiedzają min. mieszkańców domów pomocy społecznej.

www.czerwonenoski.pl

O Inventity: Inventity to Licencjonowana Sieć Doradców Growing Pains Strategy®, obsługująca polskich przedsiębiorców, pomagająca im w usuwaniu barier i w szybszym rozwoju biznesu. Obsługuje firmy średnie i duże, ze szczególnym uwzględnieniem firm rodzinnych. Inventity zrzesza wyselekcjonowanych Doradców z wieloletnim doświadczeniem operacyjnym w różnych branżach i obszarach specjalizacji. Świadczy usługi konsultacyjne, projektowe oraz wsparcie typu Interim. Działa od 2010 r i jako jedyny podmiot w Polsce posiada licencję na świadczenie usług doradczych w ramach metodyki skalowania przedsiębiorstw GROWING PAINS STRATEGY®, która stosowana była w firmach międzynarodowych, m. in. Starbucks czy IBM, a przez Inventity testowana jak dotąd w kilkuset polskich przedsiębiorstwach.