0

poprzednim odcinku zapytaliśmy się czy jest sens sporządzać noworoczne postanowienia. Na szczęście odpowiedzieliśmy twierdząco, bo dzięki temu możemy kontynuować nasz krótki cykl artykułów.

Sylwestrowe szaleństwa już daleko za nami, z niepokojem wyglądamy najbliższego, trzeciego poniedziałku stycznia czyli tak zwanego Blue Monday. Ponury ten dzień jest najsmutniejszy w roku zgodnie z algorytmem (czyli to już prawie data science!) biorącym pod uwagę pogodę, upływ czasu od Bożego Narodzenia, zadłużenie, niedotrzymanie postanowień noworocznych i jeszcze kilka, równie dobrze mierzalnych, czynników.

Na szczęście jeżeli wstrzymaliśmy oddech, to możemy odetchnąć. Blue Monday nie istnieje. Na pewno istnieje najsmutniejszy dzień w roku, tak jak i istnieje najweselszy oraz „średnioszczęśliwy”, ale nie ma żadnego uzasadnionego powodu by twierdzić, że któryś z nich dla większości z nas wypadnie w styczniowy poniedziałek. Tak więc po oddaleniu od siebie pseudonauki przyjrzyjmy się jak prawdziwa nauka może nam pomóc.

Być może realizacja naszych noworocznych postanowień, czyli celów których realizacja poprawi jakość naszego życia, przebiega bez problemu. A być może już stanęła pod znakiem zapytania. Nie jesteśmy najlepsi w dotrzymywaniu postanowień. Większość z nas zarzuca je już w ciągu pierwszego miesiąca, a już sam fakt, że co roku obiecujemy sobie mniej więcej to samo daje do myślenia. Bo jeżeli w poprzednim roku ćwiczyłbym regularnie pięć dni w tygodniu, to przecież nie obiecywałbym sobie, że zacznę to robić w tym. Sprawdźmy więc jak nam póki co idzie. Otwórzmy notatniki w których zapisaliśmy nasze cele. Bo je zapisaliśmy, prawda?

Pierwszym krokiem do realizacji celów jest ich fizyczne zapisanie. Prosty akt przeniesienia słów z naszej wyobraźni na kartkę papieru zwiększa nasze szanse na sukces. W badaniu przeprowadzonym na Uniwersytecie Dominikańskim poproszono około 150 uczestników, w wieku od 23 do 72 lat, z sześciu krajów i reprezentujących różne zawody o określenie swoich celów na najbliższe cztery tygodnie, po czym podzielono ich na grupy. Ci uczestnicy którzy zapisali swoje cele osiągnęli znacznie wyższy poziom realizacji (o ponad 50%) niż ci którzy tylko o swoich postanowieniach myśleli.

Ale dlaczego? Po pierwsze zapisane cele nabierają konkretnego kształtu, przestają być tylko nieokreślonym obrazem w naszej wyobraźni. Precyzyjne, pisemne wyrażenie naszych myśli nie należy do rzeczy łatwych, a sam proces zastanowienia się jak ubrać w słowa nasze zamierzenia pozwoli nam je lepiej poznać i zdefiniować.

Po drugie, zapisane cele stawiają nas w jednoznacznej sytuacji. Widzimy je jasno, wyraźnie i bez wątpliwości. Na nic nie zdadzą się negocjacje z samym sobą. Miałem nie siedzieć na Twitterze godzinę przed snem, ale tak naprawdę to nie chodziło mi o godzinę, ale pół godziny i to nie codziennie, ale w weekendy. Z nikim tak przyjemnie się nie negocjuje jak z samym sobą. Przede wszystkim dlatego, że zazwyczaj osiąga się satysfakcjonujące porozumienie. Z zapisaną kartką papieru trudniej dyskutuje się nieco trudniej, a słowa które na niej widzimy czarno na białym pokazują nam jaki naprawdę mieliśmy cel. Do tego jeżeli tylko dobrze zdefiniowaliśmy nasze cele (o tym będzie kolejny odcinek), to będziemy w stanie skonfrontować je z rzeczywistością i określić czy znajdujemy się na ścieżce zmierzającej do ich realizacji.

Po trzecie, jeżeli celów nie zapiszemy, to sami prosimy się by o nich zapomnieć. Każdy z nas wie, że notatki sporządzone własnoręcznie pozwalają nam zapamiętać więcej materiału niż gdybyśmy tylko przeczytali książkę lub wysłuchali wykładu. Rzeczywiście lepiej pamiętamy informacje które aktywnie, angażując swój umysł wytworzyliśmy niż tylko te biernie przyswojone. Zjawisko to zostało wielokrotnie potwierdzone w eksperymentach naukowych i obejmuje różne sposoby kodowania informacji, na przykład słowa, problemy arytmetyczne lub obrazy. Nie do końca jasne jest jakie są jego przyczyny, jakie procesy myślowe biorą w nim udział, ale potwierdzono je także obserwując znacznie zwiększoną aktywność mózgu w trakcie aktywnego zapamiętywania w porównaniu z pasywnym.

Gotowi więc do zapisania naszych celów odpalamy program „Notatki” i ubieramy nasze cele w słowa zwinnie poruszając palcami po klawiaturze bądź nieco mniej zgrabnie próbując trafić w zbyt małe literki wyświetlane na ekranie telefonu. Stop. Zapisujemy cele, ale w sposób tradycyjny – piórem gęsim, wiecznym, długopisem lub w ostateczności rysikiem na ekranie. Ważne by wykonać czynność pisania, bądź rysowania a nie tylko wciskania klawiszy.

Ponownie z wyjaśnieniem dlaczego przychodzi nam neuropsychologia. Pisanie odręczne między innymi aktywizuje te obszary mózgu, które odpowiadają za zapamiętywanie. Pisząc na klawiaturze tego efektu nie wywołujemy. Pisanie odręcznie wiąże się z większym umysłowym wysiłkiem – angażuje więcej zmysłów, wymaga pewnej motorycznej zręczności. Ponownie angażujemy w proces więcej obszarów mózgu. W ten sposób także dajemy sobie samym sygnał, że to co robimy jest ważne i nasz umysł podświadomie przykłada większą wagę do przetwarzanych informacji. Szczególnie istotne jest działanie na układ siatkowaty pobudzający (ang. RAS – reticular activating system). Ten niewielki fragment mózgu umieszczony tuż nad rdzeniem kręgowym, o długości około pięciu centymetrów i szerokości ołówka odpowiada za filtrację informacji przychodzących z naszych zmysłów i łączy świadomą oraz nieświadomą część naszego umysłu.

Jeżeli mieszkamy w pobliżu lotniska (przypadek autora tego tekstu), to po pewnym czasie mózg przefiltruje hałas startujących samolotów do tego stopnia, że nie przeszkadzają one zasnąć nawet przy otwartym oknie. W tym samym czasie obudzić nas potrafi odgłos kropel wody kąpiących z niedokręconego kranu w zamkniętej łazience. To właśnie efekt działania układu siatkowatego. Dzięki niemu zwracamy uwagę na rzeczy naprawdę istotne i nie tracimy energii na przetwarzanie tych pozbawionych znaczenia.

I tak samo właśnie robimy podejmując trud odręcznego pisania. Aktywnie zwracamy naszemu umysłowi uwagę, że to co zapisujemy jest ważne, tak na serio ważne i skłaniamy go do innego sposobu przetworzenia tej informacji. Mniej więcej na tym samym mechanizmie opiera się potęga pozytywnego (bądź negatywnego) myślenia.

Mogłoby się wydawać, że wkraczamy tu trochę w obszar magiczny, bo wszystko co dotyczy naszej podświadomości wydaje się mieć więcej wspólnego z szamanizmem niż z nauką. Strasznie ciężko nam świadomym umysłem, intuicyjnie, zrozumieć podświadomość, ponieważ jest… cóż, nieświadoma.

Jest to jednak absolutnie poważna i udokumentowana badaniami część nauki. I choć nie rozumiemy wszystkich mechanizmów jakie rządzą naszą podświadomością i jej wpływem na nasze życie, to wiemy, że istnieją. Znakomitym przykładem jest tzw. efekt placebo. Polega on na wywołaniu przekonania, że pacjent przyjmuje prawdziwy lek lub poddawany jest prawdziwemu działaniu, podczas gdy w rzeczywistości otrzymuje substancję lub zabieg całkowicie neutralny (nie mający prawa zadziałać). W rzeczywistości bardzo często działa. Oczywiście placebo nie pozwoli wyleczyć choroby (nie zmniejszy guza nowotworowego ani nie zabije wirusa), ale jest zjawiskiem prawdziwym i ma zastosowanie tam gdzie ważna jest przede wszystkim psychika. Pozwala na przykład na zmniejszenie stopnia odczuwanego bólu lub wysiłku fizycznego. Niezwykle ciekawym obszarem badań jest zastosowanie efektu placebo w sporcie. Jeżeli na przykład poddamy się testowi biegowemu w dwóch różnych parach butów, przy czym zostaniemy poinformowani, że jedne z nich dzięki swojej konstrukcji pozwolą nam pobiec szybciej, to wielce możliwe, że rzeczywiście pobiegniemy w nich szybciej. Taka jest siła naszej podświadomości.

Możemy ją spróbować zaprząc do realizacji naszych celów. Oprócz tego, że kierujemy naszym życiem świadomie, część naszych działań wynika z celów których świadomi nie jesteśmy.

Zapisując nasze cele nie tylko precyzyjnie je sformułujemy, zapamiętamy, ale i przekażemy naszej podświadomości do realizacji. I od tej pory zaczniemy świadomie (dzięki podpowiedziom z nieświadomej strony) zauważać możliwości, kojarzyć fakty, dostrzegać zależności, które mogą nam pomóc je zrealizować.

Podświadomość nas nie wyręczy, podobnie jak zapisanie celu nie jest równoznaczne z jego realizacją. Ale to już kolejny krok na dobrej drodze.

autor: Przemysław Wasilewski